Forum komarno.forumoteka.pl Strona Główna komarno.forumoteka.pl
Opis Twojego forum
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

zapytanie o rodzinę Porzyccy

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum komarno.forumoteka.pl Strona Główna -> Komarno i okolice
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lidia



Dołączył: 31 Sty 2012
Posty: 2

PostWysłany: Wto Sty 31, 2012 5:09 pm    Temat postu: zapytanie o rodzinę Porzyccy Odpowiedz z cytatem

Poszukuję informacji o przodkach mojego taty Benedykta Porzyckiego pochodzącego z Andryanowa. Udało mi sie ustalić. że pradziadek Tomasz Porzycki żonaty był z Anną Teneta, zmarł prawdopodobnie w 1930 r. i na pewno zoastał pochowany na cmentarzu w Komarnie. Anna Teneta zmarła w 1941 lub 1942 i też spoczęła na tym cmentarzu. Prapradziadek nazywał się Bazyli Porzycki.
Czy na cmentarzu w Komarnie są ich groby?
Pozdrawiam serdecznie.
Lidia
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 05 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pon Gru 05, 2016 3:31 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
klisowska



Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 197

PostWysłany: Czw Lut 23, 2012 7:41 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przekazałam Pani zapytanie do Pana Andrzeja Kuzio, którego rodzina pochodzi z Andrianowa.
Zamieszczam poniżej jego odpowiedź.
Katarzyna Lisowska

Kiedyś w sieci czytałem wspomnienia pana Po(u)rzyckiego z Andrianowa, który mieszka w Prochowicach, jednak obecnie tego nie mogę odnaleźć.Nazwisko to przewijało się we wspomnieniach moich dziadków i rodziców...
Niczego nowego nie powiem kierując panią Lidię do ksiąg metrykalnych znajdujących się w Przemyślu.
Co do samej pisowni nazwy Andrianów to też sam mam dylemat, gdyż w oficjalnych dokumentach z czasów II RP --Andryanów występuje w Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych z 14 lipca 1934 roku o podziale powiatu rudeckiego, natomiast - Andrianów w Rozporządzeniu Rady Ministrów z 28 września 1936 roku o ustaleniu nadzwyczajnego wykazu ... i bądź tu mądry...
Pozdrawiam serdecznie Andrzej Kuzio
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Lidia



Dołączył: 31 Sty 2012
Posty: 2

PostWysłany: Pon Lut 27, 2012 11:20 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bardzo dziękuję za odpowiedź. Znalazłam w sieci wspomniane zapiski o Andryanowie i Komarnie, ich autorem jest mój stryj Franciszek. Z przyjemnością przeczytałam. Co do poszukiwań w archiwum w Przemyślu -jeszcze nie bardzo wiem, jak się do tego zabrać Smile Może ktoś doradzi skuteczny sposób?
Pozdrawiam.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
klisowska



Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 197

PostWysłany: Pon Lut 27, 2012 10:44 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam,
co do Archiwum Kurii Metropolitalnej w Przemyślu, to podobno warto się wcześniej telefonicznie umówić. Tak mówi Pan Drużbacki, który był tam chyba 2 razy. Ja wpadłam tam kiedyś bez umawiania, po drodze do Lwowa i z trudem udało mi się namówić księdza, żeby mnie wpuścił i pokazał księgi. Chyba go ostatecznie przekonałam pokazując mu wydawnictwo Kościoły i Klasztory dawnego województwa ruskiego (wyd. MCK, więcej o tej książce na stronie http://www.komarno.vooa.pl/ w dziale literatura). W tej książce znalazłam ślad - jedyne zdanie - że księgi z Komarna i Chłopów są właśnie w Przemyślu.
Pani Lidio, proszę nam tu podać link do wspomnień o Andrianowie, o których Pani pisała - na pewno jeszcze kogoś to zainteresuje.
Pozdrawiam,
K. Lisowska
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 05 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pon Gru 05, 2016 3:31 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
komarno
Site Admin


Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 28

PostWysłany: Pią Lis 29, 2013 11:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie wiem, czy ktoś już wspominał ten tekst?
http://www.cracovia-leopolis.pl/index.php?pokaz=art&id=1822
Na wszelki wypadek podaję całość:


Franciszek Porzycki, WSPOMNIENIA Z KOMARNA I ANDRIANOWA

Pisałem już* o mieście Komarnie leżącym nad rzeką Wereszycą, wpadającą do Dniestru, i jego pięknym kościele, oraz o mojej miejscowości Andrianów, odległej o 3 km od Komarna. Do roku 1939 Komarno i Andrianów należały do powiatu Rudki, do których na święto Matki Boskiej Zielnej jeżdżono na odpusty. Naszym miastem wojewódzkim był piękny Lwów, odległy o 35 km, gdzie jako mały chłopiec – dawno temu – wybrał się z ojcem furmanką Julian Fałat.
Miejscowość Juliana Fałata była odległa od Lwowa o około 42 km (a od Andrianowa 7 km). Przypomniałem sobie, że kiedyś spotkałem się z wiadomością, iż ta podróż obu Fałatów do Lwowa przyczyniła się do tego, że w późniejszym czasie mały Julian wyrósł na słynnego polskiego malarza, znanego nie tylko w Polsce. Cała sprawa zaczęła się od tego, że ojciec Juliana, jadąc do Lwowa furmanką zaprzężoną w parę koni i wioząc na sprzedaż swoje płody sadownicze, zabrał ze sobą małego Juliana. Ponieważ Tuligłowy od Lwowa są dość odległe, zaszła konieczność popasu koni. Należało więc zatrzymać się u jakiegoś gospodarza, przenocować, nakarmić konie i rano zdążyć na czas, aby móc towar dobrze sprzedać. Właśnie w czasie tego noclegu, skoro świt Julian obudził się i spostrzegł, że przez szpary w deskach stodoły wpadają promienie słoneczne, których odcienie bardzo go zaciekawiły. Zaczął rozmyślać i postanowił, że jak zacznie chodzić do szkoły, to postara się dobrze uczyć, aby mógł się dostać do szkół wyższych, stać się malarzem i namalować te widziane promienie słoneczne. Dzięki jego zamysłom, dobrej nauce, silnym postanowieniu, wsparciu finansowym ojca zamiary swe doprowadził do końca i do dziś dzieła jego sławią całą Polskę i wykraczają poza nasze granice (dawniej i teraz).
Wracając myślami do mojej miejscowości – to znaczy do Andrianowa: w 1939 r. liczył 139 mieszkańców, w tym 100 stanowili Polacy. Jedna rodzina to Żydzi oraz 34 – my nazywaliśmy ich Rusinami, a oni określali siebie Ukraińcami (sami nie wiedząc, skąd ta nazwa pochodzi). W 1951 roku czytałem książeczkę na ten temat wydaną w 1935 r. pt. Gdzie była Ukraina (wydaje mi się, że taki miała tytuł), z której dowiedziałem się, że tego określenia jako pierwszy użył król Polski Kazimierz Wielki. Jako władca Polski któryś raz z kolei odebrał Rusi te zagarniane nam obszary. Ponieważ były one słabo zamieszkane, a także ze względu na częste, daleko sięgające najazdy tatarskie, nie było wielu chętnych na ich zasiedlenie. Chcąc je zagospodarować, Kazimierz Wielki ogłosił swoją wolę. Użył słów: Kto zamieszka u kraju mojego, a będzie mnie posłuszny i uważał za króla tej ziemi, może wziąć sobie tyle ziemi ile oczami zdoła ogarnąć, ten przez 5 lat nie będzie składał żadnej daniny. Bez względu na ich narodowość. Tak więc lud, który odważył się zamieszkać, zaczął określać siebie jako Ukraińcy (dziś użyto by określenia kto zamieszka na krańcu, zamiast u kraju). Oprócz Polaków, Rusinów byli tam Węgrzy, Rumuni i inne narodowości.
Mówiąc o przekroju mieszkańcow Andrianowa, to jak zapamiętałem, było wielu o nazwiskach: Zapotoczny, Kołodziej, Bieżyński, Kawałko, Tamczyrzyn, Bartczyszyn, Żwirło, Krywacz, Jaremko, Stefanko, Stelmach, Michułka, Faluta, Teneta, Łyko, Bilisiewicz, Prać, Leszczyński, Kurdyjaka, 3 rodziny Porzyckich.

Przed 1939 rokiem nasz sąsiad Pinach wszczynał sprzeczki z mamą i ojcem i stale podkreślał: Polacy za San, tam wasze, a tu nasze. To dziwne, bo jak banderowcy mieli napaść na Andrianów i jeszcze na 5 innych miejscowości w tym samym czasie, to właśnie on poszedł do mojej mamy i powiedział: Elżbieta, dzisiejszej nocy będzie napad na Andrianów, a ty weź dzieci i przyjdź do mnie przenocować. Na tę wiadomość moja mama przypomniała mu: Pinach, ty kiedy tylko sprzeczałeś się z moim mężem, zawsze podkreślałeś, gdzie nasze ziemie, że za Sanem. Wydaje mi się, że już nie chcesz Ukrainy. Wtedy on powiedział, że: Ja chotił Ukrainu, ale Bożoju, nie takoji szczo morduje. Po jego odpowiedzi mama zapytała go: Pinach, a może ty chcesz mieć mnie z dziećmi jak w klatce i oddać nas mordującym? On znów ponowił propozycję, aby przyjść z dziećmi na noc. Zakończył rozmowę słowami: Ja inne ne wodoriw (?).
Ja z ojcem w tym czasie, jak i prawie wszyscy mężczyźni Polacy z już spalonych miejscowości, byliśmy w dużej, czysto polskiej wiosce Chłopy (miejscowości pani hr. profesor Karoliny Lanckorońskiej). Mama moja, mimo strachu, zaryzykowała, zabrała dzieci i poszła do Pinacha. Jak przyszła, to on, gospodarz, zwrócił się do swojej żony i córki i dał im polecenie, aby dały mojej rodzinie świeżego mleka i chleba. Sam powiedział mojej mamie, że w nocy do mnie przyjadą, ale do domu nie wejdą, a ty się niczego nie obawiaj, bo oni tylko porozmawiają i odjadą. Ty tylko uważąj, aby któreś z dzieci nie odezwało się głośno po polsku, a szczególnie ta mała dziewczynka (moja 3-letnia siostra).
Około godziny 22 faktycznie przyszli „goście”. Do domu nie wchodzili, ponieważ gospodarz wyszedł im na spotkanie i chyba dał im jakieś polecenie, bo zaraz było słychać stukot końskich kopyt, co oznaczało, że już odjechali. Gospodarz powrócił do domu i powiedział: no, już nie masz się czego bać, bo już do mnie nie przyjadą.
Cała wieś Chłopy i wszyscy w niej goszczący z już spalonych wiosek mężczyźni nie spali, a oczekiwali. Faktycznie, między godzinami 21 a 22 zobaczyliśmy w powietrzu nad Adrianowem, Łowczynami, Lipiem i trzema innymi miejscowościami najpierw zielone światło rakiety dymnej, co miało oznaczać: gotowi, a potem koloru czerwonego, i zaraz pojawił się błysk ognia. Słyszeliśmy wycie psów i ryk bydła zamkniętego w oborach oraz strzały. Na ten widok wszyscy mężczyźni znajdujący się w miejscowości Chłopy byli gotowi do dania napastnikom porządnej odprawy. Jednak okazało się, że bandy nie odważyły się próbować napadać, a nawet i w późniejszym czasie.
Musiała to być pokaźna siła, bo w tym samym czasie paliło się aż sześć miejscowości na raz. Razem z ojcem patrzyliśmy na łuny palących się wiosek i bardzo martwiliśmy się o mamę i całe nasze rodzeństwo. Do samego rana nie mogliśmy spać. Jak wczesnym rankiem zobaczyliśmy mamę idącą z całą piątką dzieci pieszo, to odczuliśmy wielka ulgę.

Przed 1939 rokiem w naszym Andrianowie były dwa domy murowane z przeznaczeniem na szkołę. Pierwszy stanowił mieszkanie dla kierownika oraz jedną izbę lekcyjną, w której uczyły się dzieci klas I i II, a klasa III była łączona z tzw. klasą III-kurs A (jeżeli uczeń dobrze się uczył, a jeśli nie, to powtarzał ten kurs), i była III-kurs B. Po ukończeniu obu kursów uczniowie przechodzili do drugiego budynku (adaptowanego na szkołę), też o jednej izbie lekcyjnej dla kl. IV. I też był kurs IV A, zaś po uzyskaniu dobrych wyników nauczania uczeń przechodził na kurs IV B. Po otrzymaniu dobrego świadectwa z ukończenia kl. IV kursu B jego edukacja na tym się kończyła. Jeżeli któryś z rodziców zamierzał dalej kształcić swoje dziecko, to już po kl. III – kursie A można było zapisać je do szkoły ośmioklasowej (im. Karola Szajnochy) w Komarnie. Szkoła w Komarnie przyjmowała uczniów ze świadectwem ukończenia kl. III po kursie A (ale trzeba było wykazać się co najmniej dobrym wynikiem). Taki rodzic brał swoje dziecko, jego świadectwo i udawał się do dyrektora szkoły na rozmowę (chodziło o to, czy dany uczeń będzie miał wszystkie książki do klasy IV). Po takim wstępie rozmawiał z pragnącym uczyć się w Komarnie. Później zadawał uczniowi pytania z historii dotyczące królów Polski oraz z geografii, a niektórych czasem pytał wyrywkowo tabliczki mnożenia. Dopiero decydował, czy można go przyjąć. Dziś myślę, że dyrektor ten o nazwisku Harasymów (wielki patriota polski) był bardzo dobrym psychologiem, bo jak zadawał uczniowi pytania, to cały czas dyskretnie obserwował jego wyraz twarzy.
Odnośnie do nauczycieli w Andrianowie, to rodzice moi opowiadali mi, że ich uczyła kierowniczka szkoły pani Szachatkowa (z ojca Anglika i matki Polki), która pracowała u nas aż 33 lata, do emerytury. Ja zapamiętałem nauczycielkę (kierowniczkę szkoły) uczącą klasy I, II i oba kursy kl. III, panią Marię Werechracką (pochodzącą ze Lwowa) oraz panią o nazwisku Czajka (chyba o imieniu Bronisława) dochodzącą pieszo z Komarna (odległego o 3 km), która uczyła oba kursy klasy IV. Obie panie pracowaly w naszej szkole do 1942 r.
Pamiętam, że w latach 1937/38 i 1938/39 (do napadu Niemiec hitlerowskich na Polskę) do szkoły w Komarnie chodziło nas ośmiu uczniów o nazwiskach: Józef Babeła, Bronisław Babeła, Władysław Biliniewicz, Tomasz Porzycki, Franciszek Porzycki, Józef Proć, Janusz Siepak i Michał Zwiezło (Ukrainiec). Jeżeli chodzi o narodowości uczniów, to byli Żydzi (a było ich w Komarnie 3 tysiące), Polacy i Ukraińcy. Poszczególne klasy miały nawet po trzy oddziały, np. kl. IV A, B i C, z przewagą (każda) Żydów. Jednak pamiętam tylko jeden oddział klasy ósmej.
Środkiem utrzymania ludności Andrianowa było głównie rolnictwo. Mówiąc o zamożności, pamiętam, że najbogatszym rolnikiem był gospodarz o nazwisku Bieżynski (?), który posiadał 35 morgów ziemi i miał przydomek „Amerykan”. Reszta miała od 8 morgów, a w jednym przypadku to nawet i pół morga. Wszyscy, którzy mieli trudności w utrzymaniu rodziny z małej ilości ziemi ornej, radzili sobie w ten sposób, że część z nich zawierała umowy na podjęcie pracy z miejscowym folwarkiem (własności hr. Karoliny Lanckorońskiej), np. na wykonywanie prac sezonowych w polu przy pieleniu buraków cukrowych, ziemniakach i wykopkach, przy żniwach (zboże cięło się sierpem). Część kontraktowała się do pracy na cały rok kalendarzowy, np. mężczyźni do prac przy koniach pociągowych, a panny czy mężatki do dojenia krów, których było (jak mi się wydaje) około 60 sztuk. Około 10 mężczyzn żonatych najmowało się do sezonowych prac w miejscowej gorzelni (od jesieni do marca, a czasem do kwietnia). W wiosce mieliśmy trzech krawców, dwie krawcowe, trzech stolarzy, dwóch kowali, wójta i sekretarza w sądzie w Komarnie. Kilka osób pracowało w samym Lwowie. Ogólnie można powieddzieć, że mieszkańcom Andrianowa żyło się średnio, a części nawet dobrze. Wielu rolników sprzedawało swoje płody rolne w Komarnie, przeważnie Żydom, zajmujących się na ogół handlem, oraz pozostałym mieszkańcom miasta. Kilku zamożniejszych, którzy mieli swoich parę koni, jeździło furmankami do Lwowa ze swoimi towarami.
*  *  *

Co do nazwy mojego miejsca urodzenia, Andrianowa, to ojciec mój opowiadał, że podobno jest to nazwa historyczna. Rodowód powstania tego miana wynika stąd, że na przedmieściu Komarna, po lewej stronie biegu Wereszycy (w miejscu gdzie droga prowadząca z Andrianowa do Komarna styka się z odcinkiem drogi biegnącej do miejscowości Rumno), stoi pomnik (ja go pamiętam też) poświęcony zwycięstwu Króla Jana III Sobieskiego nad Turkami. W tej bitwie podobno miało zginąć dwóch bardzo bliskich mu rycerzy. Jeden miał (podobno) na imię Andrzej, a drugi Jan. Fakt ten miał zaważyć na tym, że powstała miejscowość o nazwie Andrianów.
Poruszając sprawę tego zwycięstwa odniesionego przez Jana III Sobieskiego nad Turkami, koniecznie pragnę podkreślić zastosowanie przez naszego króla świetnej strategii wojennej. Otóż Jan III Sobieski zamierzając odnieść druzgocące zwycięstwo nad Turkami, obmyślił taki plan działania, który zakładał, iż należy Turków wciągnąć nad rzekę Wereszycę, ale w takie miejsce, gdzie znajdowało się bardzo groźne trzęsawisko, i ci, których nie zdąży pokonać orężem, sami zdążą się potopić w tych trzęsących się bezdennych bagnach. Oczywiście zamysł ten Sobieskiemu udał się według jego założenia.
Jest też książka poświęcona miastu Komarno, w której ta właśnie walka i zwycięstwo wojsk polskich nad Turkami (i to bagienne trzęsawisko) dość dokładnie opisano. Przypadkowo miałem możliwość przeczytania jej w roku 1989. Posiadaczem tej książki jest mój kuzyn, który mieszka na stałe na Zachodzie. Byłem u niego na urlopie i on właśnie mi ją dał do przeczytania. Czytając, pytałem go: Janek, co ci mówi Wereszyca? Odpowiedź brzmiała: To nazwa rzeki. No a co Komarno? I tu słyszałem: to nasze miasto. Mówił mi, że jak był w Polsce, to w czasie podróży pociągiem poznał w sypialnym przedziale wagonu autora owej książki, który mu ją sprezentował (po dowiedzeniu się, że mój kuzyn pochodzi z okolic właśnie Komarna). Książkę tę dostał na pamiątkę znajomości. Ja książkę oczywiście przeczytałem bardzo dokładnie, ale do dziś nie pamiętam ani autora, ani tytułu. Postaram się do kuzyna napisać i poprosić go, aby mi to podał.
Kończąc moje wspomnienia z wydartych nam naszych Wschodnich Ziem, najserdeczniej pozdrawiam całą Redakcję CRACOVIA–LEOPOLIS.

* Autor pisał o Andrianowie w liście, który zamieściliśmy w CL 3/06 na s. 72.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum komarno.forumoteka.pl Strona Główna -> Komarno i okolice Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group